Menu

Dodaj INFO

Pisz, fotografuj, nagrywaj! I wysyłaj informacje do portalu! 

ZOBACZ JAK MOŻESZ TO ZROBIĆ

 

Ankieta

hej.poezja

Fot. wichz

Urodził się w 1985 roku w Mielcu, w 2004 roku ukończył I LO im. Stanisława Konarskiego, z którego wyrzucano go siedem razy, ale po obchodach stulecia szkoły, został honorowym absolwentem.

Kilka lat śpiewał w chórze przy liceum pod dyr. Pawła Lisa, Obecnie jestem studentem filologii polskiej na Uniwersytecie Rzeszowskim, zastępcą przewodniczącej Sekcji Twórczości Literackiej Koła Naukowego Polonistów. Jestem też członkiem zarządu Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury i wiceprezesem Mieleckiej Grupy Literackiej „Słowo”. Swoje wiersze publikował w wielu miejscach („Korso”, „Nadwisłocze”, „Wizjer Regionalny”, „Wieści Regionalne”, „Melanż”, „Angora”, „Fraza”, „Nowiny”, „Zapiski mieleckie” itd.) oraz w kilku zbiorowych almanachach. Kilkukrotnie występował w rzeszowskich rozgłośniach radiowych, wraz ze znanym poetą-recytatorem Stachem Ożogiem dokonywałem również nagrań płytowych swoich utworów.

Kilkadziesiąt razy był organizatorem oraz brał czynny udział w wieczorach poetyckich i happeningach twórczych na terenie Rzeszowa i Podkarpacia, występował też w teatrze, w arcyciekawej roli „lumpa spod budki z piwem”. W 2006 roku, ukazał się tomik poetycki pt. „Odnaleźć siebie”, za który Związek Literatów Polskich o. Rzeszów przyznał mu nagrodę za Najlepszy Debiut Literacki Roku 2006.

W niewielkim nakładzie ukazał się owoc pracy kilku lat - eksperymentalna, psychologiczno-obyczajowo-młodzieżowo-przygodowa powieść „Ostatni rok”. W grudniu 2008 roku wydawnictwo „Fraza” wydało drugi tomik poetycki pt. „Wiatrołomny”. A w przygotowaniu oczekują na wydanie „Dzienniki rowerowe” – książka-reportaż o samotnej podróży rowerem przez Polskę.

Prywatnie pasjonuję się spadochroniarstwem, wspinaczką górską, miejscami opuszczonymi przez człowieka i rowerowymi włóczęgami po Polsce. Jestem członkiem Sekcji Spadochronowej Aeroklubu Rzeszowskiego, uczestnikiem maratonów górskich.


wichz   
GRUPA LITERACKA SŁOWO
Pokolenie

teraz już nie ma o co walczyć
wystarczy tylko wyciągnąć rękę
i mamy wszystko w ilości większej
niż mógłbyś sobie to wyobrazić
i mamy miłość i mamy brata
i słońca wielkiej wiary blask

teraz już nie ma za czym gonić
życie to tylko garstka piasku
dzierżona nieopatrznie w dłoni
małego dziecka w klatce czasu
sekundy lata uciekają
niechybnie gdzieś między palcami

teraz nie ma przed czym uciekać
więc wychodzimy samotni szczerzy
nie patrząc na to czy ktoś uwierzy
czy kłamstwem plunie nam w jasną twarz
więc uciekamy do światła lampy
żeby zabijać próżnię – jak ćmę

myśmy wierzyli – miłość to miłość
wiara jest wiarą a śmierć to śmierć
myśmy ufali kształtom przedmiotów
nawet gdy we mgle rozmyta treść
czyniła echo naszego głosu
ulotnym wrzaskiem


Skok spadochronowy

i otworzyły się chmury
osłoneczniał błękit
i uniosłem się w ciszy
przedmieścia raju
na zielonej tafli ziemi
rozkwitły kwiaty mgły
niebo nade mną
niebo pode mną
i niebo we mnie


Przystań

jesteś lasem skąpanym w porannej rosie
dnia gorącego gdy wszystko paruje oddycha

paprocie podnoszą głowy
by chciwie wsłuchiwać się w Twój zapach
dąb zdejmuje koronę ptaków nakładając sen na Twe źrenice

jelenie uciekają spłoszone nieuważnym krokiem wędrowca
gdy na Twą lnianą skórę pada światło słońca

i ziemia drży i czas zatrzymuje się od ciepła Twojego głosu
blask Twych oczu rozpala
otula mnie wonią malin w samym środku lata

Twój oddech gładzi wierzchołki sosen łagodnym powiewem
ślady Twych stóp na piasku wypełnia ocean

i burzę swym sierpniowym dotykiem uśmierzasz
gdy zatopiony w ciszę zasypiam
przy Tobie



Klatka


Dobrych kilka lat temu
gdy jeszcze wstawałem przed świtem
i mogłem jeść śniadanie zrobione przez matkę
schwytany w siatkę nocy o gęstych oczkach
przez którą nie prześlizgiwały się nawet ziarenka gwiazd
siadałem samotnie przy kuchennym stole
wpatrzony w uliczne latarnie
walczące o blask ze zmartwychwstającym słońcem

Wypuszczałem z klatki kanarka
który otumaniony zbyt wczesną pobudką
zasypiał na dłoni lub powoli zbierał kruszyny chleba
ze stołu Na dworze przejaśniało się
czerwone iskry spadały po nagich gałęziach
purpurowe miedziane złote wreszcie srebrne
blask latarni przygasał
i nie było w tym cudu
w telewizji powtórki programów
w szkole dzwonek i wyścig i wrzask
wzlatywałem z sercem otwartym jak psia buda
na wiatr

i nie było w tym cudu przynajmniej
ja go nie dostrzegałem



Imperatyw

mieszkam na końcu świata
piękny mam stąd widok
na całą resztę
można wyobrażać sobie kolory
jakich nie stworzyła natura ani człowiek
skąd się bierze ta moc wyobraźni

już niedługo zejdę ze stołu
i już nigdy nie będę dla was na nim tańczył
odbiorę swoje dziecko z dworcowej przechowalni
zawiążę krawat ale nie do końca
tak aby móc ukradkiem
łapać głębszy oddech
i wyjdę na świat szeptem
jak złodziej poduszek powietrznych

już niedługo podeptam ostatnie złudzenia
o tym że wierzyć trzeba
albo tylko można
że nienawiść pojawia się rzadko i tak naprawdę
bardzo się kochamy
zła rzeczywistość to tylko złudzenie optyczne

już niedługo stanę na scenie prosto
na dwóch nogach
z olbrzymiej wysokości metra osiemdziesiąt
nie miotając błyskawic nie pamiętając Konradów
Kordianów czy innych wyrzutów
sumienia

tak już niedługo wszystko będzie jasne
tak jak wielu przed nami staniemy do walki
by móc opowiadać wnukom
że kiedyś byliśmy
kimś innym niż jesteśmy


Sonet o wiośnie II

Wiosna błotem wypełnia dziurawe chodniki,
Śmierdzi gnijącym ścierwem psa padłego w grudniu,
Szerzy syf i choroby, krok robactwa dudni
W ściany przegniłej trumny ukrytej w piwnicy.

Brudni, brzydcy, obdarci, straszni i zmęczeni,
Kopulują po parkach obleśni gówniarze.
Wiosenne słońce bluzga w wygłodzone twarze.
Rzeka ma kolor moczu, wśród zgniłej zieleni.

I tylko śnieg, jak kłamca, próbuje ocalić
Sytuację swą bielą, która w oczach ginie,
Odsłaniając duszący odór wysypiska.

Niewinność szybko znika, jak nafta się pali.
Pozostaje brnąć w gnoju cudownej krainie,
Śmiejąc się, wracać z tłumem do swego mrowiska.


Rowerem do nieba


Oj panie Łukaszu coś ty narobił
na tym łez padole
chciałeś wyjechać do Argentyny
by poznać setki ludzi o imieniu Jezus
i dowiedzieć się jak to jest
mieć bliżej do nieba

Póki co kręciłeś się uparcie
na krawędzi uśmiechu i pasji
bo trzeba żyć w swoim świecie
gdy ten tutaj
nam nie pasuje

Pamiętam jeszcze te wspólne włóczęgi
po starych kościołach
jakbyś tam szukał wiary
i wierzył że znajdziesz
coś innego niż rozpacz

Tu na tym łez padole nic się nie zmieniło
Tiry ciągle jeżdżą za blisko krawędzi jezdni
hamulce coraz słabiej działają na deszczu
błoto tak samo chrzęści pomiędzy zębami
a człowiek bywa katem dla drugiego człowieka

Ktoś mi kiedyś powiedział
z tamtej strony nieba
nie zasnuwają ciemne chmury przeznaczenia
dobrze ale w ten sposób nie mówi się do widzenia panie Łukaszu

Skoro już jesteś w niebie
prześlij czasem proszę
pogodny promień słońca
na szczęśliwą drogę
 

Hej.poezja to miejsce prezentacji twórczości mielczan. Jej patronem jest GRUPA LITERACKA SŁOWO z Mielca. Redaguje Zbigniew Wicherski.

Zobacz Serwis GL SŁOWO.


Komentarze
dodaj komentarz

REGULAMIN

Zapoznaj się z regulaminem portalu hej.mielec.pl. Poznaj swoje prawa i obowiązki.
Sprawdź zasady publikowania komentarzy, postów na forum. Dowiedz się jak zgłaszać wnioski i uwagi.
CZYTAJ WIĘCEJ – REGULAMIN PORTALU HEJ.MIELEC.PL!
 

Facebook

 

 

 

 



Kalendarium

Listopad

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          01 02
03 04 05 06 07 08 09
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Newsletter

Chcesz byś powiadamiany o nowościach w serwisie? Zapisz się na nasz newsletter.

hej.poezja


 PROMOWANE LINKI!   Chcesz zamieścić tutaj link do TWOJEJ STRONY? Napisz na !


Mielec Reklama  |   Mielec Ogłoszenia  |   Mielec Sport  |   Mielec Imprezy  |   Hotel Mielec  |   Fitness Mielec  |   Apteki Mielec  |   Mielec Pizza   |   Mielec Praca 

 

 
 
 
 
 
 
 
 

 

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację REGULAMINU KORZYSTAMY Z COOKIES Copyright HEJGRUPA sp. z.o.o. 2007-2013 Wszystkie prawa zastrzeżone Realizacja: ideo Powered by: CMS Edito
PORTAL HEJ.MIELEC.PL JEST ZAREJESTROWANYM TYTUŁEM PRASOWYM!